Marketing przeglądarek internetowych

W drugim kwartale 2007 roku Internet Explorer posiadał niemalże 65% rynku przeglądarek internetowych w Polsce. Firefox w tym samym czasie miał skromne 28%. Od tamtej chwili popularność MSIE powoli spada, a z miesiąca na miesiąc zwolenników przeglądarki z Redmond ubywa. Rok później konkurenci spotykają się na poziomie ok. 45%. Mija kolejny rok, Mozilla ma już połowę rynku, Microsoft 30%. Ostatni będą pierwszymi, chciałoby się powiedzieć. Ale dziwne, Firefox nie jest przecież bezpieczniejszą przeglądarką.

Z innej beczki. Jeśli ktoś na ślepo instaluje aktualizacje do Windowsa, to z pewnością 1 marca spotkała go niespodzianka. Ot, takie sobie okienko wyboru przeglądarki. Założę się, że część internautów została oświecona możliwymi alternatywami i z pewnością zainstalowała sobie nowego klienta. Inni z uśmiechem zamknęli okienko zostając przy swoim dawnym wyborze, a Ci ostatni (w tym ja) w porę odznaczyli ową aktualizację. Brawo! Swoją drogą w Linuksach też będzie takie okienko?

Do sedna. W grudniu zeszłego roku, tuż przed świętami byłem na wyjeździe służbowym w Anglii. Zwiedzając pierwszy raz Londyn, w metrze „wpadła na mnie” ściana dobrze wylepiona billboardami. Jeden obok drugiego, każdy taki sam, Google Chrome, Google Chrome… Zaraz, zaraz, gdzie jest monitor, myszka, klawiatura… takie rzeczy tylko w… internecie. Marketingu się zachciało ekipie z Mountain View, nawet gazety dostały za swoje.

I znów trochę historii. Przed rokiem 2000 mało kto miał dostęp do internetu, ba… wiedział czym jest. Dzisiaj około 60% gospodarstw domowych ma do niego stały dostęp. Takiemu wzrostowi musiała towarzyszyć również swojego rodzaju edukacja. Co to jest internet? Do czego służy? A co można tam znaleźć? Kiedy już każdy wiedział, jak się w tym wszystkim odnaleźć, czas przyszedł na kolejny krok. Teraz to nie my wchodzimy do internetu, ale internet wychodzi do nas. (parafrazując, „to nie Google jest podpięty do internetu, ale internet do Google”).

Po reklamach Chrome’a w Anglii czas przyszedł na Internet Explorera. Nie wiem, jak sytuacja wygląda w innych krajach, ale polski oddział zaatakował. W stolicy pojawiły się pierwsze billboardy reklamujące Internet Explorera. Żółte banery z napisem „Surfuj bezpiecznie” musiały nieźle zaskoczyć, ale tylko tych… „świadomych” przechodniów. W centrum Warszawy postawiono nawet dmuchany baner. Kampanię czas zacząć!

Czy reklama przeglądarki w ten sposób to dobry pomysł? Patrząc na procent osób czynno-świadomych istnienia internetu (60%), dzieląc to przez tych, którzy wiedzą, że są różne przeglądarki (~50% – urodzeni po ’75, nie pytajcie dlaczego tak sądzę), i jeszcze przez tych którzy widzieli reklamę (~20% – plakaty tylko w dużych miastach) otrzymamy około 6%, co chyba jest dobrym wynikiem, prawda? To będzie 2,4 mln świadomych odbiorców. I to hasło „bezpiecznie”. Tyle się teraz mów o zagrożeniach w sieci, musi trafić. Trafi?! Mało tego… w przerwie półfinałowego meczu Barcelona – Inter Mediolan (1:0) na kanale nSport wyemitowano reklamę Microsoftu, także żółtą.

Co będzie dalej? Widzieliśmy już serwisy internetowe reklamowane w ten sposób, teraz oprogramowanie, czego jeszcze możemy się spodziewać?