Mój start-up: Początki

Pracę nad swoim start-upem rozpocząłem ponad rok temu. Od tamtej chwili moja droga jest dość wyboista, pełna zwrotów akcji, ślepych uliczek i do dziś nadal nie jestem pewien, czy obrałem odpowiednią ścieżkę. Wiem jednak, że niezależnie od tego, co  się stało i stanie, nie żałuję decyzji o rzuceniu etatu. Przez ten rok nauczyłem się więcej niż przez całe dotychczasowe – choć krótkie, to zawsze jakieś – życie zawodowe. W serii wpisów Mój start-up opiszę wszystkie perypetie, jakie przydarzyły mi się od momentu, kiedy podjąłem decyzję o odejściu z pracy w korporacji.

A pracę rzucić chciałem już rok przed tym, kiedy faktycznie to zrobiłem. Długo nosiłem się z tym zamiarem. Wiedziałem, że chcę otworzyć firmę, start-up, nie miałem tylko pomysłu, czym ta firma miałaby się zajmować. Nowe technologie, urządzenia mobilne, internet… tego byłem pewien, ale co dokładnie? Jaka innowacja? Jaki problem chcę rozwiązać? Zacząłem więc notować wszystkie pomysły, jakie przychodziły mi do głowy, te głupie i te – wydawałoby się – mądre. Nieustanna burza mózgu. Przy łóżku zawsze leżał notatnik – nawet dziś. Zebrałem już blisko 60 pomysłów, tych mniej i tych bardziej ambitnych. Jest tam kilka, które nie są powiązane z IT , np. garnek, który sam się miesza – tak, z niego jestem szczególnie dumny ;] Niektóre ktoś już wprowadził już na rynek, wiele jeszcze pozostało ‚unikalnych’, jak np. ten garnek. O szukaniu pomysłów już trochę pisałem: poszukiwania, analiza i wybór – polecam wrócić do tych tekstów.

Z mojej listy wybrałem „ten najlepszy” i przedstawiłem go rodzinie – był sierpień 2010 roku.  Pomysł był ideowo bardzo prosty: chciałem zrobić porządek z papierowymi paragonami. Codziennie otrzymujesz przynajmniej kilka papierowych paragonów – a to za kawę, lunch, obiad, za kino, teatr, bułki itp. A co robisz z nimi potem? No właśnie, co? Aby to sprawdzić, przeprowadziłem ankietę. Tutaj wciąż można ją wypełnić. Jej wyniki przedstawia poniższa grafika:

  Wyniki ankiety nt. paragonów

Analizując wyniki, można stwierdzić, że faktycznie warto byłoby coś zrobić z tymi paragonami. Ludzie mają z nimi „problem”. Trzeba temu zaradzić. Moje rozwiązanie polegało na stworzeniu aplikacji mobilnej do skanowania paragonów i konwertowania ich do postaci cyfrowej. Wystarczy zrobić zdjęcie rachunku, a ten automatycznie znajdzie się w Twoim cyfrowym portfelu. Byłby to taki osobisty dziennik wydatków, ale bez potrzeby ręcznego uzupełniania. Mechanizmy rozpoznawania tekstu i analizy obrazów same wykrywają kwoty i miejsca, gdzie te wydatki poniesiono, ba! rozpoznają nawet produkty, które zostały kupione. Tobie pozostaje tylko analizowanie  zgromadzonych w ten sposób informacji.

Moim najbliższym pomysł się spodobał. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko zabrać się do roboty. W drodze do pracy zacząłem również czytać książki o start-upach, a tutaj zebrałem kilka ciekawych pozycji.

Małe podsumowanie:

  • Zapisuj swoje pomysły – wszystkie!
  • Opowiedz o nich komuś: rodzinie, najbliższym.
  • Dowiedz się, czy ktoś używałby Twojego produktu/usługi.

O tym, co się stało dalej, czy pomysł przetrwał próbę inwestora i czy udało mi się w ogóle stworzyć tak zaawansowaną aplikację, przeczytacie w kolejnym wpisie… tutaj!

Jeśli jesteście ciekawi, podzielcie się ciekawością ze znajomymi! :)

Co się stało dalej, możecie przeczytać tutaj.

  • Jarek

    ładne story … czekam na kolejny odcinek.

  • Cześć,

    dawno zastanawiałem się dlaczego nikt w Polsce jeszcze się za to nie zabrał (np. inFakt, Kontomierz czy nowy gracz – Finser.pl). Takie aplikacje przecież działają już na świecie. Ciekawym rozwiązaniem jest Xero.com. Podrzucam promo wideo. http://youtu.be/O6wM5QJhVus.

    Trzymam kciuki Grzesiek!