Odrzuciłem pracę w Google

Moje pierwsze CV wysłałem do Microsoftu. Byłem na 3 roku studiów i postanowiłem zacząć pracować “w zawodzie”. Swoją krótką rekrutację opisałem na tym blogu. Przypomnę Wam, że odpadłem, bo mój angielski nie był wystarczająco dobry, a i trema mnie kompletnie zjadła. Niedługo później – jako laureat konkursu programistycznego – dostałem ofertę pracy w R&D Samsunga. Przyjąłem ją. Pracowałem tam 3 lata, po których z hukiem rzuciłem etat, by założyć własny start-up. Rozumiecie, I’m the CEO. Od 2 lata jestem “na swoim”. Moja firma wciąż się rozwija i czeka nas jeszcze dużo pracy, zanim osiągniemy spektakularny sukces. Na początku września na LinkedIn zaczepił mnie rekruter z Google… firmy, w której zawsze chciałem pracować, do której wysłałem chyba ze 100 CV, ale nikt nigdy się do mnie nie odezwał, aż do tamtego dnia…

“Szukam osoby na stanowisko, na które wydajesz się doskonałym kandydatem”. Pierwsze, co pomyślałem, to: “Teraz się do mnie odzywacie?! Kiedy postanowiłem już u nikogo nie pracować, być “Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem”, odzywa się firma z moich marzeń. Trzeba było mnie znaleźć 2 lata temu!”

W Google chciałem pracować z trzech powodów: ludzie, projekty, benefity. Morderczą rekrutację przechodzą tylko nieliczni, co powoduje, że “w środku” spotykasz bardzo inteligetnych, ambitnych i bardzo doświadczonych pracowników. Osoby, od których będziesz się mógł wiele, wiele nauczyć. Pracować będziesz przy projektach, które faktycznie zmieniają świat, z których korzystają setki milionów użytkowników. Na to wszystko będziesz miał jakiś mały wpływ, przyłożysz do tego rękę… To musi być wspaniałe uczucie. No i te benefity… po prostu bajka. Darmowe posiłki, zapełnione po sufit kuchnie, baseny, siłownie, masaże… i to wszystko w biurze, zaraz obok Twojego miejsca pracy. Kto by nie chciał tam pracować? Zerknijcie na tę galerię. Obłęd.

Pierwszy krok był już za mną. Zauważyli mnie i chcieli umówić się na rozmowę. Tylko czy ja byłem gotowy na ewentualny powrót do korporacji? Co z moją firmą? Czy dałbym radę pogodzić wszystkie obowiązki, te stare i te nowe? Doba ma tylko 24 godziny. Byłem w kropce. Zwlekałem z odpowiedzią do następnego dnia. W końcu podjąłem decyzję. Co mi szkodzi, pomyślałem. Zgodzę się na udział w rekrutacji, pewnie i tak odpadnę, a jeśli nie, to będę się wtedy martwił. To był dopiero początek…

Rozmowa nr 1 (Londyn)

Pierwsza rozmowa miała charakter informacyjno/odsiewowy. Zadzwonił do mnie rekruter z Londynu i dokładnie opisał stanowisko: Technical Account Manager, osoba odpowiedzialna za techniczną komunikację między dużymi partnerami a Google. Zadano mi następnie kilka pytań sprawdzających. Niestety nie mogę powiedzieć Wam, jakie to były pytania, ponieważ cały proces jest poufny. Moje odpowiedzi były poprawne, więc zostałem umówiony na pierwszą “typową” rozmowę rekrutacyjną.

Chcę się tutaj z Wami podzielić moimi przemyśleniami na temat procesu rekrutacji, który uważam za jeden z najlepszych na świecie. Rekruter, który znalazł mnie na LinkedIn i który zadzwonił do mnie z Londynu, był w kimś w rodzaju “rekrutera zarządzającego”. Sprawdzał na dzień dobry kandydata i jeśli według niego był on odpowiedni, to włączał go do głównego procesu rekrutacyjnego. Następnie umawiał kandydata na rozmowę z wybranym przez siebie pod-rekruterem, który z kolei przeprowadzał specyficzne dla siebie interview, spisywał swoje spostrzeżenia i odsyłał je z powrotem do zarządzajacego. Ten, na podstawie informacji, które otrzymał, decyduje, czy umawiać kandydata na kolejne rozmowy. Co ważne, po każdej rozmowie z pod-rekuterem zarządzający dzwoni do Ciebie i przekazuje feedback: co poszło nie tak, co dobrze, a nad czym warto popracować. W Polsce nigdy z czymś takim się nie spotkałem.

Rozmowa nr 2 (Madryt)

Pierwsza rozmowa z pod-rekruterm trwała 60 minut i odbywała się przez telefon. Była to rozmowa techniczna. Pytania dotyczyły ogólnej wiedzy technicznej, programowania itp. Pojawiły się pytania ogólne i szczegółowe, a wiele z nich oscylowało wokół zagadnienia “jak byś coś zaprojektował”, “jak byś rozwiązał dany problem”. W Madrycie pracują naprawdę bardzo miłe osoby.

Feedback (Londyn)

Kilka dni później dostałem telefon od zarządzającego. Rozmowa poszła bardzo dobrze, pojawiło się kilka uwag, ale to podobno normalne :) Przechodzę dalej i umawiamy się na kolejne spotkanie.

Rozmowa nr 3 (Monachium)

Pierwsza rozmowa przez Hangouts (wideokonferencja). Oni widzą mnie, ja widzę ich. Rozmowa techniczno-biznesowa dotycząca wyłącznie konkretnych kwestii do rozwiązania. Nie ma to już miejsca na pytania w stylu: “co to jest X”, “do czego służy Y”. Nad jednym problemem spędziliśmy 30 minut, po każdym rozwiązaniu, rekruter rzucał kłodę pod nogi i musiałem znaleźć inne rozwiązanie.

Rozmowa nr 4 (Zurych)

Tej rozmowy obawiałem się najbardziej. Otwieramy z rekruterem ten sam dokument Google Doc i “kodujemy”. Jest zadanie, trzeba znaleźć rozwiązanie (algorytm) i zakodować je w wybranym języku. Przez cały czas na ręce patrzy Ci inżynier z Google. W międzyczasie pyta Cię, dlaczego używasz takich funkcji, a nie innych, i czy można zrobić to lepiej, szybciej, bardziej wydajnie. Czas przeznaczony na to zadanie to 45 minut. Po 30 minutach było już po wszystkim. Miałem wrażenie, że moim celem było znaleźć tylko to jedne poprawne rozwiązanie, i chyba ja znalazłem.

Feedback (Londyn)

Dwie poprzednie rozmowy odbywały się tego samego dnia, więc feedback dotyczył obu. Tym razem nie było już żadnych zastrzeżeń. Przechodzę dalej!

Rozmowa nr 5 (Zurych)

Pierwsza część rozmowy dotyczyła umiejętności miękkich i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Wymyślone sytuacje miały służyć sprawdzeniu umiejętności improwizacji i podejmowania trudnych decyzji. Druga część rozmowy dotyczyła usług Google, w szczególności usług, z których firma się utrzymuje: AdWords, AdSense itp.

Feedback (Paryż)

W tym momencie zmieniono prowadzącego mój proces rekrutera zarządzającego. Wszystkie etapy jak dotąd przebiegły pomyślnie i pozostały jeszcze 3 kroki do końca rekrutacji. Następna rozmowa nie będzie już wideokonferencją, a zwyczajnym luźnym spotkaniem w Warszawskim biurze Google.

Rozmowa nr 6 (Warszawa)

Biuro Google mieści się w ścisłym centrum Warszawy. Na 3 piętrach Warszawskiego Centrum Finansowego zaadaptowanego na kolorowe biuro pracuje ponad 100 pracowników, a liczba ta nadal rośnie. Miałem okazję spotkać się z jednym z menadżerów i porozmawiać o tym, jak pracuje się w Google. Czy jest tak ‘fajnie’, jak wszyscy myślą, czy może jeszcze lepiej? Zapewniono mnie, że jest bardzo fajnie. I w tym momencie pojawiła się moja pierwsza wątpliwość… czy aby na pewno jestem w stanie pogodzić start-up z pracą w Google…?

Komitet rekrutujący nr 1 (Mountain View, California)

Od tego momentu już nic nie zależało ode mnie. Moja kandydatura została przedstawiona do rozpatrzenia przez komitet rekrutujący w głównej siedzibie Google. Zaakceptowano ją, a do zakończenia procesu pozostała jeszcze zgoda drugiego komitetu. Mnie jednak ogarniały coraz  większe wątpliwości…

Co mam zrobić?

To była jedna z najtrudniejszych decyzji w mojej karierze. Firma, w której każdy inżynier chciałby pracować, vs start-up na początku swojej drogi. Bardzo dobre stanowisko w najpopularniejszej zagranicznej korporacji vs 12-godzinny dzień pracy nad własnym projektem. Stabilność vs niepewność. Stała pensja vs pensja raz na jakiś czas.

Na początku myślałem, że może uda się to jakoś pogodzić. Ale im dłużej się zastanawiałem, tym bardziej byłem przekonany, że nie miałoby to sensu. Albo jedną pracę bym zawalał, albo drugą. Postanowiłem wycofać się z procesu.

Dlaczego zrezygnowałem?

To był błąd, że w ogóle zgodziłem się na dołączenie do rekrutacji. Zakładałem, że nie przejdę dalej, i to spowodowało, że znalazłem się w  końcu pod murem. Powinienem był się dobrze zastanowić i wziąć pod uwagę optymistyczny wariant rekrutacji. Nie mogłem też porzucić start-upu, miejsca, w którym realizuję swoje marzenia, nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Obiecałem sobie, że dopóki firma będzie na nogach, to z niej samowolnie nie odejdę. Zrobię wszystko, aby maksymalnie rozkręcić Kwit.pl. Pójście w tym momencie na etat byłoby dla mnie osobistą porażką. Marka Google była jednak zbyt silna i kusząca, abym odmówił im już na samym początku.

Czego się nauczyłem?

Po pierwsze wiem, że przed poważnymi decyzjami powinienem nie dwa, nie trzy, ale cztery razy się zastanowić, zanim się na coś zdecyduję. Zawsze powinienem też rozważyć każdy możliwy wariant rozwoju sytuacji, zarówno pesymistyczny, jak i optymistyczny.

Upewniłem się również, że nadal mam silną wolę i potrafię odmówić sobie szybkiej i małej nagrody, gdy w perspektywie, choć niepewnej, jest możliwość zrobienia czegoś faktycznie wielkiego. Tę cechę zawsze w sobie ceniłem. Potrafię się poświęcić…

Dodatkowo wiem teraz, jak wygląda najlepszy, najbardziej obiektywny proces rekrutacji na świecie. O przyjęciu nie decyduje jedna czy dwie osoby, ale cały zespół, który dokładnie bada Twoje kompetencje. No i ten feedback… kto w Polsce odzywa się do Ciebie po “oblanym” procesie rekrutacyjnym? No nikt… Od dziś zmieniam sposób rekrutowania osób do własnej firmy.

Do zobaczenia, Google! Nasze drogi pewnie jeszcze się spotkają. Tymczasem, trwaj, przygodo…!

Stay-Hungry-Stay-Foolish-keynote-opener

Na sam koniec…

W listopadzie 2014 wystartowały pierwsze szkolenia z programowania stron WWW prowadzone przez Wojtka. Więcej informacji znajdziecie na: www.kurs-html.pl

  • Jakub Cabak

    Nie przypominam sobie kiedy ostatni raz jakiś wpis na blogu mając oczy rozszerzone do granic możliwości, nie mogę się nadziwić. W ogóle kiedy przeczytałem jakieś półtora roku temu o odejściu z Samsunga( kiedy to znajomy akurat zaczynał tam pracować i opowiadał że jest świetnie) też byłem zdziwiony.

    Podziwiam Cię, serio, jesteś moim autorytetem.
    Życzę dużo sukcesów!

  • twoja_stara

    wykurwiaj jebany spamerze. chuj ci w dupsko aż do gardła.

  • Paweł

    Wiem co czujesz. Rok temu odrzuciłem prace w Biedronce i poszedłem na bezrobocie. Też jestem dumny ze swojej silnej woli :]

  • Bartosz Adamczewski

    Gratulacje podjęcia odpowiedniej decyzji :-) Procesy rekrutacyjne firm w Polsce jak i feedback poprawiają się, przykładowo na rekrutacjach, które ja prowadzę (bądź prowadziłem) zawsze po rozmowie starałem się dawać feedback, oraz natychmiastową decyzje o tym czy będzie rekomendacja.

    Proces rekrutacyjny googla nie wydaje mi się najlepszym na świecie a raczej najbardziej „hyped up to be”, zacznie prostszy oraz przejrzysty wydaje mi się proces rekrutacyjny MS. Mam tu na myśli szereg rozmów face to face gdzie wszystkie muszą być pozytywne, taki proces też ma swoje wady niestety i suma sumarum uważam że nie da się stworzyć idealnej czy najlepszej na świecie rekrutacji bo każdy proces nieuchronnie odfiltruje także zdolnych ludzi.

    Rekrutacja to temat trudny :)

    Jeszcze raz gratuluje decyzji.

  • Mateusz Krogulec

    Trzymam kciuki!

  • On

    Czy mi się wydaje czy gość (autor tego wpisu) zrezygnował z dalszego procesu rekrutacji, nie poznawszy najpierw w ogóle wynagrodzenia? Zrezygnować to on mógł nie podpisując sporządzonej dla niego umowy o pracę.

    „postanowiłem WYCOFAĆ się z procesu” – co za ……

  • Peter

    Jesteś gość : ) za to co zrobiłeś karma powinna zrekompensować Ci wszystko i Kwit przynieść milionowe dochody : ) jesteś zwycięzcą ; )

  • Patryk Kala

    Powodzenia ! :-)

  • Rafał

    Bardzo słuszna decyzja.

  • Andreas

    Sadze ze mogles poswiecic 3 lata i zobaczyc jak to sie robi na swiecie. Doswiadczenia takiego jak w google nie zdobedziesz w Polsce przez nastepne 20 lat. Aby byc najlepszym musisz widziec to od srodka, zasmakowac, dotknac itd. a ty jakos wolales miec wolnosc :-) Miejmy nadzieje ze firme bedziesz prowadzil na styl zachodni a nie dzikiego wschodu tak jak to sie ma w Polsce.

  • spock

    powodzenia

  • eMkatowice

    Jaki farmazon,haha. To po prostu reklama jego strony lemingi.

  • kac

    Rzuciłem okiem na twój projekt Kwit.pl ciekawy i myślę, że ma szanse na sukces rynkowy.

  • Krzysztof

    Ale kwit.pl jest z dotacji, więc to nie do końca startup.

  • Trzymamy dwie sroki za ogon… jedna to Unia – tak.

  • xxd

    Postanowiłem wykazać silną wolę i nie wpisać kwit.pl w wyszukiwarce.

  • Piotr Milewski

    Gratuluję rekrutacji od Googla i wytrwałości w swoich postanowieniach! :) Lada dzień wreszcie pozbędę się swojego (bardzo) starego telefonu, a na nowym na pewno zainstaluję sobie Kwita. Powodzenia!

  • Paweł Szewczyk

    Nie mogłeś więc zrezygnować – jakbyś nie wykonał wskaźników musiałbyś oddać pieniądze ;)

  • Pan Internet

    Mam rozumieć, że dwa miesiące temu już nie chciałeś pracować dla Google podczas gdy „twoja” strona(i firma w rozumowanie także) istniała tak na prawdę 2 miesiące? Takie rzeczy jest bardzo łatwo sprawdzić, niewiarygodne jest, że odrzuciłeś ofertę Google, przy czym okłamujesz ludzi, że firma ma 2 lata, podczas gdy realny „biznes” otworzyłeś 4 miesiące temu. Kiepska reklama.

  • Kwit wystartował w lutym tego roku. Firma SavingCloud powstała w kwietniu 2012. Takie rzeczy jest bardzo łatwo sprawdzić Panie Internet.

  • Wskazniki nie dotyczą Nazwisk tylko liczby osób :-)

  • Krzysiek

    To mi wygląda na zwykłą reklamę strony kwit.pl. Ale nawet jeśli tak nie jest, to rezygnacja z pracy w google to był Twój błąd życiowy ;)

  • Fryderyk

    Z całym szacunkiem ale moim zdaniem strona pośrednicząca w zakupach codziennych jak kwit nie ma wielkich szans na sukces. Zakupy codzienne robi się osobiście, nie wyobrażam sobie zakupu warzyw, mięsa przez net. Ale ciekawie chciałeś ja zareklamować wykorzystując silę marki wielkiej korporacji.

  • alokol

    Google jest slabe i dobrze zrobiles. Te wszystkie corpo to gowniana kupa kuszaca tandeta . Akwarium i wanna z kostkami ? jakie to zenujace, a zjezdzalnia po co ? co do pracy idziesz z dziecmi czy patrzysz jak grubasy z it klinuja sie zjezdzajac? i sa tam same bidoki skoro leca na darmowe sniadanka. ? praca w open spejscie to najgorsza z mozliwych. zero przywatnosci , zero skupienia. Wolalbym juz pracowac w Ubisofcie jesli juz :D

  • gość

    Rok temu też przechodziłem rekrutację do Google. Odezwali się do mnie po znalezieniu konta na GitHubie. Rekrutacja wyglądała w trochę inny sposób. Najpierw był kontakt mailowy z rekruterem w Californi, przesłanie zeskanowanego i podpisanego NDA, potem długa rozmowa telefoniczna, która trwała ok. 1h. Następnie, kontakt z drugim rekruterem, który pracował w mojej strefie czasowej i umówienie się na rozmowę techniczną z inżynierem Google w następnym tygodniu. W ramach rozmowy technicznej, wideokonferencja przez wtedy jeszcze Gtalk i pisanie programu w Google docs we współdzielonym dokumencie. Rozmowa techniczna trwała ok. 45 minut (1 zadanie z kodowania, 1 algorytmiczne – opisowe, bez kodowania, 3 pytania techniczne) i pogadanka. Po rozmowie, zadzwonił do mnie rekruter z Californii, żeby zapytać się, czy rozmowa poszła ok. Nie poszło mi zbyt dobrze i niestety ostatecznie nie dostałem tam pracy. Nie dostałem też informacji zwrotnej pomimo tego, że oni zgłosili się do mnie, a nie ja do nich. Musiałem się sam upomnieć po miesiącu, aby uzyskać informację o tym, że finalnie nie zostałem przyjęty. Tydzień później rozpocząłem pracę gdzie indziej. Rekrutacja w Google robi wrażenie. Warto ją przejść chociażby po to, aby się sprawdzić, pogadać z ludźmi, którzy tam pracują i zobaczyć na własnej skórze, jak wygląda ten proces.

  • Jakub Jablonski

    Czesc Wojtek, napisz mi prosze jak twoim zdaniem wyglada budowa startup-u dla nowo zaczynających?

  • Bartłomiej Kakiet

    To wydaje się oczywiste choć nie od początku – bardzoooo dobra reklama i za to brawa !!

  • Kamil

    Jedna rzecz mnie zastanawia. Czy przypadkiem Google nie ma w umowie klauzuli, że w czasie, gdy się dla nich pracuje nie można prowadzić swojej działalności i że ze wszystkich projektów, nad którymi pracujesz zrzekasz się praw na rzecz Google’a?

    Tak jest w mojej korporacji więc pytam z ciekawości.

  • vp9

    warzywa nie, ale mięso paczkowane już tak. Zresztą sam godzinę temu odebrałem zakupy dowiezione z jednego sklepów. Oszczędziłem sobie około 40 minut biegania po markecie i drugie tyle na dojazd do/z sklepu. I nie musiałem się zastanawiać jak na raz przenieść kilka kg zakupów w tym butelek i konserw, które pracownik sklepu postawił w moim przedpokoju, bez jakiegokolwiek wysiłku z mojej strony…

  • Ewelina Kwit

    Myślę, że to dobrze, że spróbowałeś swoich sił na rekrutacji – plus dla Ciebie, że ją przeszedłeś, masz pewnie większą motywację do działania dzięki temu. Poza tym takie doświadczenie będzie dla Ciebie wartościowe w przyszłości – wiesz jak wygląda wzorcowa rekrutacja i jako pracodawca, będziesz mógł tę wiedzę wykorzystać. Trzymam kciuki.

    P.S. Kwit – to spoko nazwa ;)

  • Tomek

    …nie sztuką jest pracować dla dużej korporacji, sztuką jest stworzyć dużą korporację w której każdy będzie czuć się jak w u siebie w domu !! Powodzenia.

  • insidekrakow

    świetna historia! powodzenia!

  • HRka

    Jestem specjalistą HR w firmie IT i a Twój artykuł zrobił na mnie ogromne wrażenie, chociaż znam Google, bo firma, w której pracuje aktywnie z nimi współpracuje i chce tą współpracę nadal rozwijać (zresztą każdy dzień spędzam w pokojach, gdzie kiedyś oni przebywali :)). Nie zgodzę się z jednym, że firmy w Polsce nie dbają o kandydata, a tym bardziej nie dają odpowiedzi zwrotnej. Moje rozmowy zwykle mają charakter towarzyskiej rozmowy, bo ktoś ma nie tylko ma mieć wiedzę, ale wnieść swoją osobowość do organizacji. Poza byciem dostępną dla kandydat również po rozmowie, zawsze daję odpowiedź, niezależnie od tego jaka ona jest. Trochę więc wiary w ludzi.
    Niemniej życzę sukcesów :)

  • W tym kwit.pl popracuj jeszcze sporo nad górną nawigacją. Nie lubię stron które górna warstwa zawsze jest przyklejona nawet podczas scrollowania. To zabiera cenne miejsce na ekranie. Taka nawigacja brzydko kojarzy się ze znienawidzonym nowym Allegro.

  • Piotr Suszyński

    Gratuluję, do takiej decyzji trzeba mieć cojones!

  • Marcin

    To może zależeć od miejsca, w którym pracujesz, np. prawo stanu Kalifornia zabrania aż tak drastycznych klauzul. Ogólnie jednak coś jest na rzeczy.

  • Grzesiek

    nikt w Polsce nie informuje o oblanej rekrutacji ? ja szczęśliwie trafiłem do Aegonu, już na początku podczas pierwszego etapu rekrutacji, dostałem informacje, że nawet jeżeli nie przejdę pierwszego etapu, to i tak rekruter do mnie oddzwoni… i po części to mnie przekonało do tego, aby zrezygnować ze stabilnej pracy w orange z dobrymi dochodami na rzecz wyzwania.
    czas pokaże, czy była to dobra decyzja, jednak jej nie żałuje :)

  • Marcin

    Gratuluje pomyslowej reklamy kwit.pl ;)

  • Podziwiam, że zrezygnowałeś w takim momencie. Ja bym chociaż dowiedziała się, ile by oferowali. Nie mówiąc o tym, że pewnie chciałabym spróbować chociaż przez jakiś czas, żeby się przekonać jak wygląda praca w takim miejscu, z takim zespołem itp.

  • Jan Dzban

    Tylko patrzeć, a znajdzie się ktoś, kto będzie Ci wycierał zadek po skończonym posiedzeniu w „świątyni dumania”. Bez jakiegokolwiek wysiłku z Twojej strony. Jeśli do tego ten świat zmierza, to ja dziękuję.

  • Odważna decyzja ;)

  • vbert

    Fajny wpis. Gratuluję wyboru. Jakikolwiek by on nie był zawsze znajdą się zwolennicy i przeciwnicy. Najważniejsze, że go dokonałeś i wiesz czego chcesz. Trzymam kciuki za dalszy rozwój.

  • można było lepiej wybrać

    na moje zdanie, źle zrobiłeś. wiem że jeśli pracujesz w google, i umrzesz, to Twoja dziewczyna lub żona będzie dostawała co miesiąc połowę twojej pensji jaką miałeś w google przez 10 lat. w google można też testować GOOGLE GLASS i GOOGLE NEXUSY. google glassy, coś niesamowitego.

  • Oskar

    To, że Ty dajesz opowiedź to nie znaczy że w Polsce firmy dbają o kandydatów. Niestety większość polskich firm traktuje kandydatów jak bydło.

  • paula

    Wszystkiego dobrego; )

  • Agnieszka Internet Talents

    a szczęście jest trend poprawy. Coraz więcej firm i ich działów hr dostrzega znaczenie pozytywnego „candidate experience”. Zapewne są też i takie, które w natłoku obowiązków zapominają o tym. Ale i tak jest lepiej niż kiedyś :)
    Pracuję w obszarze hr, prowadzę projekty rekrutacyjne i jedną z kluczowych zasad jest dbanie o uczestników projektów oraz edukowanie klientów w tym zakresie. Nie jest źle, a będzie lepiej .

  • Greg

    Moim zdaniem nie ma szansy na sukces… Kolejne ceneo, tylko do produktów użytku codziennego. A jako, że biedronek i innych żabek czy tesco jest masa, to ludzie nie patrzą aż tak, gdzie zaoszczędzić 10 groszy ;-)

  • Osoby które kupują w biedronce, nie są naszym targetem. I tu nie chodzi o oszczędzanie 10 groszy. Kwit to pierwsze miejsce kiedy myslisz o zakupach spożywczych w sieci. Nie musisz wiedziec jakie sklepy do Ciebie dostarczają. Nie musisz porownywac cen, a np. na pampersach ceny potrafi różnić się o 10 zł. Po prostu, potrzebujesz czegos, szukasz w Kwit.pl i zamawiasz, a my gwarantujemy najniższą cenę.