Recenzja Książki – The Best Software Writing

Zafascynowany pierwszą książką Joela Spolsky’ego postanowiłem sięgnąć po kolejną pozycję z jego nazwiskiem na okładce. Jedyna papierowa wersja, jaką udało mi się pożyczyć, to The Best Software Writing I. Pozycja w redakcji Joela, ale większość tekstu nie jest jego autorstwa. Znajdziecie tam zbiór wartościowych (zdaniem redaktora Spolsky’ego) wpisów na blogach innych fascynatów tworzenia oprogramowania. Szczerze mówiąc, o żadnym z autorów nigdy nie słyszałem, nie ma także nikogo z naszego kraju – a szkoda.

Książka niestety zdecydowanie gorsza niż Joel on Software (którą recenzowałem nie tak dawno [1]), a to tylko z jednego powodu: każdy rozdział to opowieść innego autora, a w związku z tym i inny styl. Niektóre czyta się wyśmienicie (tak jak Joela), przy innych się zasypia. Tematyka jest różna, czasem znacznie odbiegająca od tworzenia oprogramowania. Przed każdym rozdziałem Joel pisze kilka słów – wiadomo wtedy, czy temat będzie ciekawy czy zupełnie nie wart uwagi.

Nie mogłem przebrnąć przez 2 wyjątkowo długie wpisy Claya Shirkyiego [2]: A group Is Its Own Worst Enemy [3] oraz Group as User: Flaming and the Design of Social Software [4]. Social Software – hasło, które tak mocno zyskało na wartości ostatnimi czasy (nasza-klasa, facebook) – w 2004 roku, kiedy powstawał wpis, znaczyło tyle, co lista mailingowa.

Najprzyjemniej za to czytało się wpisy Erica Sinkiego [5]: Closing the Gap Part 1 [6], Part 2 [7] oraz Hazards of Hiring [8], Paula Grahama [9]: Great hackers [10] oraz nieznanego autora eu_spouse: EA: The Human Story [11] mógłbym wymieniać tak dalej…

Książka warta przeczytania (lub wpisy warte znalezienia) pomimo kilku nudnych rozdziałów i nierównego stylu. Zawiera zbiór informacji, które każdy szanujący się programista powinien wiedzieć. Polecam!

Linki:

Promuj

Hip-Hop’owe Reklamy Monitorów

Rozpocząłem poszukiwania nowego monitora. Naturalnie marka była z góry ustalona (przez mojego pracodawcę) – Samsung. Nasza (chyba mogę tak powiedzieć) firma jest w końcu jednym z największych producentów paneli LCD na świecie. Przeglądając kolejne produkty, natknąłem się na ciekawą reklamę, dokładnie takiego modelu, jaki najbardziej przypadł mi do gustu.

Samsung SyncMaster PX2370 na swojej stronie ma nie tylko dokładny opis, zdjęcia i specyfikacje, ale również teledysk-reklamę. Bliżej mi nieznany El Gordo wykonuje utwór Gruby Boss, w którym wychwala produkt koreańskiego giganta – sprawdźcie sami [1]. Ten sam klip dostępny jest również na platformie YouTube [2]. Oto tekst utworu:

Co się patrzysz, jakbyś mówił „kepasa”
Mam nowy towar, ostry jak tasak
Licz cieniasa, dla mnie to kwestia zasad
Jest ultrasmukły, jak miss grudnia z kalendarza

Kupiłem go wczoraj, jest „alright”
LEDowy kozak, to mój nowy ziomal
Ma wypierd*lony obraz, nie muszę iść do galerii
Sztuki lecą na niego, jak wiewiórki na orzeszki

Turbofajna obudowa, się nie dziwmy, że twoja panna wpada do mnie na filmy
Ekran 23 cale, pełen bajer
Tak kotku, na noc zostajesz
Rozkręćmy na nim melanż, mam wolną chatę

Foki piszczą ze szczęścia, bo ma Full HD
To największy lans, jak chromowane felgi
Jak tak gruby sprzęt może być tak cienki?

[…]

Gruby boss, to kwestia ekonomii
Je mało prądu, ale ma kosmiczne osiągi
Do tego mega design, aż chcę go polizać
Zrobię to chyba, jak nikt nie będzie widział

To supernowa gwiazda, nie cienki celebryta
Ty bejbe, weź nie fikaj
Nazywasz się królową, bo na ekranie świecisz
Ale to mój Samsung ma prawdziwe LEDy

O nowym sposobie reklamowania się Samsunga, napisały już WirtualneMedia [3] oraz Gazeta.pl [4].

Nie wspominałbym jednak o tym, gdyby historia nie miała dalszego ciągu…

Pomysł i klip tak bardzo spodobał się pracownikom Samsunga, że sami postanowili stworzyć kolejny „Twój stary jest za gruby” [5]. Uwaga! Na pewno nie występują tam moi koledzy z R&D ani tym bardziej ja sam, a plotka głosi, że są to pracownicy oddziału sprzedaży i marketingu. Czy to prawda? Nie wiem :-) Pracujemy w różnych budynkach. I znów kilka linijek tekstu:

Jestem cienki, jak żyletki,
Albo raczej stringi twojej baby,
Jestem cienki, jak żyletki,
Świeci jak LED, ale nie Led Zeppelin

Laski mówią ‚ŁAŁ’, ziomy mówią ‚HAJ’,
To LEDowy style, gruby lans,
I to tyle, reszta jest mega cienka,
Kręci mnie ta obudowa, na 16 minimetrach,

Pierwsza klasa, przy tym ekonomiczny,
Żre mniej prądu, niż karmy pekińczyk,
Włącz inny, przejrzyj znad pingli,
Wybierz mega design, a nie retro wintige

Ogarnij się, twój stary jest za gruby,
Rozjedz go walcem, albo idź nowy kupić,
Nie bądź głupi, jak głupia modelka,
Ej grubasie, odchudź swój ekran

[…]

Talent, jak widać, mniejszy, ale chyba tekst jest zabawniejszy ;] O boże, ja tworze. Yoł!

To nie koniec! Jak wiadomo, Samsung jako południowokoreański gigant na każdym polu próbuje ‚walczyć’ ze swoim odwiecznym konkurentem – LG. Polski odział tejże firmy odpowiedział na utwory Samsunga własnym hitem – „Freestyle Odpal się w 3D” [6]. Utwór został stworzony przy współpracy z Wujkiem Samo Zło i również tam czynnie występują pracownicy firmy. Oto tekst piosenki:

3D do nas to nowa technologia,
Kolejny krok, ideologia,
To jest gra, to jest film,
Ty uczestniczysz chłopcze w nim

Już chyba teraz dobrze wiesz,
Płaski ekran, nie tego chcesz,
My damy Ci, powiew przyszłości,
Spróbuj 3D, ekipy jakości

I w całości poczujesz ten stan,
Umiesz korzystać, znasz ten fun,
Masz z tego przecież dużo radochy,
Sypią się właśnie z nich paprochy

Wypatroszyli tyle hajsu,
Nie kumają technologi, dzisiejszego bansu,
Odpalamy, ziomusie w 3D,
Kto jest na płasko, te robi źle

[…]

Nie wiem, czy to jest dobry marketing, ale z pewnością mogę stwierdzić,  że wszyscy świetnie się bawili podczas tworzenia tekstu i kręcenia teledysków.

Czy taki sposób reklamy w internecie ma sens? Dlaczego owe klipy nie pojawiły się w TV? Tekst był nieodpowiedni?  Te i wiele innych pytań zrodziło się, kiedy po raz kolejny oglądałem te klipy. A Wy co o tym sądzicie?

Linki:

Programowanie Równoległe a Google

W ostatnim poście krótko recenzowałem „The Google Story”, ale nie wspomniałem o bardzo ważnej rzeczy, która świetnie komponuje się z ostatnimi wpisami na moim blogu. Chodzi oczywiście o programowanie równoległe.

Twórcy Google jako pierwszych serwerów użyli ręcznie składanych PC połączonych w jedną sieć. Zdecydowali się na takie rozwiązanie, ponieważ koszty zakupów komercyjnych maszyn znacznie przekraczały założony budżet. To posunięcie było strzałem w 10! Magia jednak tkwiła nie tyle w komputerach, co w specjalnie napisanym oprogramowaniu – i tu przechodzimy do kwestii programowania równoległego.

Założeniem Larry’ego oraz Sergey’a było pobranie całego internetu do siebie i zindeksowanie go na miejscu. Jak wiemy, informacja w sieci waży znacznie więcej niż możliwości pamięciowe pojedynczego blaszaka, tak więc trzeba było całą tę informację rozłożyć na wiele maszyn. Zapytanie o dowolną frazę musiało zatem również trafiać do wielu komputerów w googlowskiej pajęczynie. Aplikacja, którą stworzyli jeszcze wtedy studenci, była kunsztem programowania równoległego. Należało rozłożyć zadanie wyszukiwania danej frazy na wiele podzadań i oddelegować je do innych wolnych zasobów. Należało znaleźć odpowiedź na następujące pytania:

  • Jak podzielić zadanie?
  • Które maszyny mogą wykonać dane podzadanie? (np. polskie zasoby są tylko na niektórych serwerach)
  • Które serwery są bardziej obciążone, a które mniej?

Wszystkie te pytania zadają sobie dziś twórcy aplikacji wielowątkowych/równoległych, myśląc nie o serwerach, ale np. o rdzeniach procesora. Bez programowania równoległego nie było by Google, bez Google nie byłoby… nic?

Nie trzeba było drogich rozwiązań, marnowanie pieniędzy na support i płacenie za markę (jaką niewątpliwe jest np. IBM). Programowanie równoległe odegrało znaczącą rolę w budowaniu giganta z Mountain View, a mogę dać głowę, że w erze informacji, w jakiej dzisiaj się znajdujemy, odegra równie wielką rolę w budowaniu rozwiązań, z których będziemy korzystać za kilka lat.

Promuj

Recenzja Książki – The Google Story

Tę książkę przeczytałem naprawdę szybko. Z pewnością pobiłem swój szkolny rekord, ale to pewnie dlatego, że nie czytałem lektur ;] Książkę chciałem już kupić dawno, w polskiej wersji językowej, ale uciekła mi z przed nosa pewnego dnia w Empiku, no i temat umarł. Angielską, uaktualnioną na 10 urodziny wyszukiwarki wersję, dostałem na, uwaga, swoje urodziny od mojej dziewczyny – dziękuje :) A teraz kilka słów o samej pozycji:

Bardzo przyjemna i wciągająca opowieść o dwójce przyjaciół, których połączyła pewna idea. Niezadowoleni z rezultatów istniejących wtedy wyszukiwarek (np. AltaVista), Larry Page oraz Sergey Brin postanowili stworzyć własne rozwiązanie. Zwłaszcza początek tej całej opowieści jest bardzo wciągający. Gdzie ta dwójka się poznała? Z jakich rodzin pochodzili i czym wyróżniali się spośród rówieśników? Jak wpadli na swój pomysł i jak wyglądało ich pierwsze rozwiązanie. Skąd wzięła się nazwa i kto sponsorował ambitnych studentów? Wiedząc jak silną marką jest dzisiaj Google, aż trudno się oderwać.

Końcówka nie jest już tak bardzo fascynująca, a momentami bywa nudna. Osobiście najmniej podobał mi się rozdział o wejściu na giełdę, ale być może dlatego, że chyba jednak powinienem bardziej popracować nad moim biznesowo wall streetowym angielskim.

Myślałem, że będzie więcej ilustracji, a jest ich tylko kilka i to w dodatku w jednym miejscu – na środku książki. Lepszym rozwiązaniem byłoby umieścić je zgodnie z zawartością rozdziałów i dorzucić kilka dodatkowych, chociażby z GooglePlexu.

Bardzo fajnym pomysłem było dołączenie do książki testu GLAT (Google Labs Aptitude Test). Myślisz, że móglbyś pracować w Google? Sprawdź!

Ogólnie jest to bardzo fajna pozycja. Doskonale nadaje się do samolotu, na plażę czy gdziekolwiek chcielibyście ją zabrać ;] Polecam!

Linki:

Promuj

Recenzja Książki – Joel on Software

Będzie mocno od samego początku: NAJLEPSZA KSIĄŻKA, JAKĄ KIEDYKOLWIEK I O CZYMKOLWIEK CZYTAŁEM.

Kojarzycie devBlogi.pl? Jeśli tak, to z pewnością pamiętacie tłumaczenia wpisów pewnego pana o nazwisku Spolsky :) W oryginale jego publikacje można śledzić na prywatnym blogu, który ciągle istnieje i nadal jest aktualizowany. Książka jest zbiorem najlepszych wpisów (do roku 2006) odpowiednio zredagowanych na potrzeby wersji papierowej :)

Joel, który przed stworzeniem własnej firmy – Fog Creek, a także portalu StackOverflow, pracował w m.in. Microsofcie, opisuje swoje przygody, spostrzeżenia i zabawne sytuacje. Stał się światowym autorytetem w kwestii tworzenia oprogramowania, a jego blog jest tłumaczony na dziesiątki różnych języków. Styl, którego użył, świetnie pasuje do gustu każdego komputerowego geeka. W jaki sposób powinny wyglądać rekrutacje do firm z branży IT? W jakim biurze programista czuje się najlepiej? Co trzeba wiedzieć, czego unikać, co robić, a czego nie – wszystko to w bardzo, bardzo fajnej formie. Pozycja obowiązkowa!

Książki niestety nie można łatwo zdobyć w Polsce, dlatego niżej podaję linka do księgarni Amazon. Polecam również częste odwiedzanie devBlogów i uważne śledzenie tłumaczeń.

Joel na swoim blogu umieścił wczoraj nagranie z prezentacji „Simplicity vs. Choice” – 58 min naprawdę sensownego wykładu o tworzeniu oprogramowania. Polecam!

Linki:

Promuj

Co ma wspólnego Google i Europride?

Co mam wspólnego Google, Android i Europride? Wszyscy są dzisiaj w Warszawie. Marsz z Pl. Bankowego na Pl. Konstytucji się jeszcze nie zakończył, ale już teraz przesyłam Wam zdjęcia platformy,  której tam się nie spodziewałem zobaczyć :) Chociaż, Google zawsze propagowało wolność…

Dodatkowo, jeśli w polskiej wersji wyszukiwarki, wpiszecie ‚gej’ albo ‚lesbijka’, na stronie z wynikami, pojawi się charakterystyczna tęcza, utożsamiana z homoseksualizmem.

Mobilność zabije PC

Smartphona miałem od dawna. Swój pierwszy (Samsung SGH-i900 z Windows Mobile 6 na pokładzie) wygrałem w konkursie. Jednak samo urządzenie to nie wszystko. Smartphone bez dostępu do Internetu jest jak komórka bez operatora – bezużyteczny. Mobilnego Internetu nie miałem do wczoraj – aż wstyd się przyznać. Przez ponad 1,5 roku mój telefon wykorzystywał funkcje, jakie ma każda komórka wyprodukowana w tym wieku – rozmowy i smsy. Przeszkadzały mi stawki operatora, które na szczęście ostatnio znacznie obniżono.

Siedzę sobie właśnie w pociągu. Jadę do mojego rodzinnego domku, w którym nie było mnie od świąt. Ten post piszę na netbooku, który bez problemów powinien wytrzymać 2,5 godziną podróż. W kieszeni siedzi Android podpięty na stałe z siecią. Jestem zalogowany na GTalku i w każdej chwili mogę rozmawiać, PKP nie zapewnia rozrywek. A teraz sprawdzę sobie, gdzie jestem, GPS akurat mam zepsuty, ale androidowo-googlowe mapy powinny ustalić moją pozycję na podstawie nadajników GSM. Mijam Błonie, do domu jeszcze daleko…

Znajomi ze zdumieniem obserwują moje pierwsze w pełni mobilne kroki. Fascynuje się każdą nową funkcją, a moja komórka potrzebuje codziennie chwilę na podładowanie. Wiele osób już dawno czuło to, co ja teraz, a wielu dopiero spróbuje. Tak, jestem uzależniony od Internetu, ale co z tego, jeśli już za moment każdy będzie uzależniony, a wtedy nie będziemy o tym mówić w ten sposób. Internet opanuje(-ował?) nasze życie, nie ma od tego odwrotu.

Ale miało być o mobilności. Czy Jobs miał rację, że nadchodzi kres ery PC? Obawiam się, że częściowo może to być prawdą. Mimo że w pracy zwykły blaszak wydaje się niezastąpiony, to jeśli chodzi o komputer w życiu prywatnym – może być inaczej. Bo do czego używamy komputera w domu? Do grania – kiedy ludzie zrozumieją, że do grania są konsole? Internet? W domu Internet to poczta, komunikator, wiadomości, serwisy społecznościowe, czyli wszystko to, do czego można użyć albo komórki, albo tabletu. Muzyka? iPody podłączone do sieci będą same pobierać utwory, omijając tym samym PC. Zdjęcia i filmy? Myślę że zmieszczą się w domowym telewizorze. Do czego zatem używać blaszaków i laptopów w domu? Zaczynam się zastanawiać…

Ludzie zaczną odchodzić od domowych biurek. Na kanapie z tabletem sprawdzą pocztę i poszpiegują znajomych, a w metrze poczytają newsy – w telefonie. Laptop stał się zbyt duży, netbook wkrótce również taki będzie. “Starodawny” komputer przyda się więc w domu bardziej pasjonatom, developerom i pracoholikom, aniżeli zwykłym użytkownikom.

Mylę się? Co o tym sądzicie?

Dopisek: post został faktycznie napisany 2 lipca, niestety ze względów technicznych publikuję go dzisiaj. Zabawne, bo zgrałem się czasowo z wpisem „Dowód na koniec ery peceta” w serwisie SpiderWeb.